gra miejska Tour de RUDA

13 września 2008, RUDA Śląska

przyjdź, zagraj, wygraj 13 września 2008, RUDA Śląska

Miasto to plansza. Ty jesteś bohaterem. To dzieje się naprawdę.
Zapraszamy Cię do udziału w grze miejskiej Tour de RUDA.


kategoria: Legendy


Odwiedziny Południcy

29 07 2008

Działo się to w Bielszowicach. Było wtedy bardzo ciepłe lato. W samo południe moja prababka
i inne kobiety pracowały w polu. Naroz zoboczyły postać dziwnej kobiety. Była blado, miała czerwone oczy i długi język. Za chwila mojej prababce zrobiło się słabo. Zabolała ją głowa
i zemdlała. Na polu zrobiło się larmo, kobiety zaczęły wrzeszczeć – Zuza, kaj mosz swoje dziecko, kere spało zawinięte w chustce na miedzy? Patrzom a dziecka nie ma. Wtedy kobity pedziały,
że na łod nich pole przylazła południca. Prababka pedziała mi jeszcze, że południca pokazywała się na polach ino od kwietnia do żniw. Słyszała jeszcze, że niektórych, co spali na polu zabijała. Wyciągała z włosów cienko szpilka i wbijała ją prosto w serce człowieka. Na ta południca godali,
że jest zło i wskoczyła w dusza umarłej kobiety, kero straciła dziecko.

Skarbnik w kopalni Pokój

29 07 2008

Mój tatuś za małego chłopca pracował na kopalni „Pokój”. Na tej kopalni było osiem koni. Ten chop, co mioł te konie pod sobą, przyniósł jednego dnia w torbie mało koza. Przy tym mastalni zrobił mały ogródek dla tej kozy, ona była czarna i tam ta koza rosła i była wielka. Raz w niedziela ta koza uciekła z tego chlewa i szła i szła chodnikiem motorowym, aż przyszła do jednej tamy. Dwóch górników co mieli, brandwacha, suchają, jak tam coś po tamie puka. Na miejscu zostali stać
i suchają, jak tam coś po tej tamie puka. Na miejscu zostali stać i suchają. I boli się dalej iść,
ale musieli iść zobaczyć, kto tam puko przy tamie. Przychodzą ku tej tamie, a ta koza też słyszała, że ktoś idzie i napoczęła jeszcze bardziej pukać tymi rogami po ty tamie. Jeden górnik został,
a ten drugi szoł zoboczyć. Uchyloł trocha ta tama i ta koza pokazała ta głowa. Ten górnik myślał,
że to jest diabeł, tak się wyląkł, że został nieprzytomny. Ten drugi górnik jak to widział dał się do ucieczki i przeleciał bez ducha pod szyb, chciał natychmiast wyjechać a meldować sztygarowi. Sztygar jak otrzymał meldunek, razem z innymi górnikami, lecieli na te miejsce. Jak przyszli, widzą ten górnik tam nieżywy. Ta koza napoczęła bardzo pukać po ty tamie i wszyscy się bardzo przelękly. Ale ten sztygar powiada do tych górników, że muszymy ta sprawa zbadać. Jak ten stygar ta tama otwarł, skoczyła ta koza na niego. On się przeląk, lampa z ręki mu wyleciała i też został leżeć. A ty górniki widzieli, że to był prawdziwy dioboł i zaczli uciekać, co pantofle zgubili, a ta koza za niemi. Alarmowali cała kopalni. Teraz zjechała cała straż pożarna. Jak zjechali tu, widzą jak koza pod szyb i napoczęli się śmiać.

Spotkanie ze skarbnikiem

29 07 2008

– Raz na kopalni „Wawel” pracowało dwóch górników, którzy byli dobrymi kamratami. Jeden drugiemu pomagał. Raz trafli na twardą ścianę, a tu patrzą, a w ich kierunku idzie jeszcze inny górnik, gdy do nich doszedł to ich pozdrowił „Szczęść Boże” i powiedział:
– Przyszedłem Wam pomóc, bo robota ciężko wam idzie. Górnicy w trójkę zaczęli pracować, węgiel sypał się aż miło było patrzeć. Górnicy myśleli, że owego pomocnika przysłał im sztygar.
Tak pracowali prawie przez miesiąc. Nadszedł czas wypłaty. Górnicy postanowili podzielić się zarobionymi pieniędzmi. Kiedy zjechali z wypłatą na dół, wspólnie usiedli na desce i zaczęli równo dzielić pieniądze na trzy kupki. Po pewnym czasie okazało się, że jedna moneta została. Górnicy postanowili dać ją pomocnikowi. – Ty najciężej pracowałeś, więcej niż my, więc tobie należy się ta moneta. Weź ją sobie, a my dziękujemy żeś nam pomagał. Na to odpowiedział pomocnik:
– Dobrze zrobiliście, widzę, że nie jesteście chytrzy, ale uczciwi. Zobaczcie, co by się stało
z wami, gdybyście postąpili inaczej i wskazał im przepaść. Potem zaraz znikł. Górnicy zrozumieli,
że to był skarbnik.

Wiatrowa Pani

10 07 2008

Starka, która mieszkała w Kochłowicach, opowiadała o Meluzynie, że to Wiatrowo Pani. Łona
z wiatrem przychodzi i z wiatrem odchodzi. W zima, jak w kominie wiater huczy,
to godali, że Meluzyna płacze. Jak robioł się silny wiater, wtedy Meluzyna z rozłożonym trenem lotała, huczała i jynczała. Trzeba było wtedy otworzyć okno i ciepnąć na wiatr szczypta soli albo mąki, by mogła nakarmić swoje głodne dzieci. I wiatr ucichł.